Szukasz ochron indywidualnych? Może odpowiednich szkoleń? Zobacz co proponujemy w Katalogu BHP!

Toggle Bar

7 mitów o bhp (cz.2)

Typography

W pierwszej części artykułu zostały przedstawione cztery wygłaszane dość często opinie o bhp, które nazwałem mitami: za poziom bhp w firmie odpowiadają służby bhp; za wypadki odpowiada człowiek, a nie system; badanie przyczyn wypadków ujawnia przyczyny podstawowe i systemowe; pracownik woli powiedzieć pełną prawdę o przyczynach i okolicznościach wypadku niż otrzymać świadczenia za wypadek przy pracy.

Jerzy Karczewski

Wdrugiej części artykułu prezentujemy pozostałe 2 mity.

Mit nr 5:
Przestrzeganie przepisów bhp jest wystarczające, aby zapewnić bezpieczne warunki pracy.

Tak nigdy nie było i nie będzie. To, co nazywamy dobrymi praktykami bhp bardzo rzadko wynika wprost z przepisów prawnych. Na przykład nie ma konkretnych przepisów obligujących do takich działań, jak:
- Audyty behawioralne,
- Analiza ryzyka w ostatniej minucie1,
- Procedura LOTO,
- Analiza bezpieczeństwa zadania2,
- Wdrożenie systemu zarządzania bhp (w zakładach wysokiego ryzyka).

Warto przypomnieć stwierdzenie Ted’a S. Ferry autora książki „Nowoczesne metody badania i analizy przyczyn wypadków”3, który analizował dawne podejście stosowane w USA, polegające na sprawdzeniu, czy złamane zostały jakieś przepisy. Jeśli tak, to mamy przyczynę, jeśli nie – to znaczy, że przepisy są niekompletne. Autor twierdzi, że takie podejście było nieefektywne i że można byłoby uniknąć wielu wypadków stosując bardziej skuteczne metody pozwalające na wykrywanie przyczyn podstawowych i systemowych.
W Polsce cierpimy raczej na nadmiar niż niedostatek przepisów bhp, ale czy ma to przełożenie na poziom bhp w zakładach pracy?
Z przepisami bhp mamy dwa problemy:
- Muszą być w miarę ogólne, aby można było je szeroko stosować, ale w konkretnych przypadkach są niewystarczające.
- Wprowadzenie nowego przepisu lub jego nowelizacja wymaga długiej drogi prawnej, a to oznacza, że de facto przepisy nigdy nie nadążają za życiem. Dlatego w wielu wypadkach zakłady pracy korzystają z doświadczeń innych wiodących organizacji, z dobrych praktyk, które być może w przyszłości staną się również wymaganiem prawnym.

Warto przypomnieć stwierdzenie Ted’a S. Ferry który analizował dawne podejście stosowane w USA, polegające na sprawdzeniu, czy złamane zostały jakieś przepisy. Jeśli tak, to mamy przyczynę, jeśli nie – to znaczy, że przepisy są niekompletne.

Nie chciałbym poruszać innego ważnego problemu. Nadmiar przepisów powoduje często, że są wzajemnie sprzeczne, czy – nawet przy najlepszej woli – są nie do spełnienia. Może, dlatego warto wzorować się na krajach, które uważają, że rolą przepisów bhp jest regulowanie jak ma działać system bhp, a niekoniecznie „podpowiadanie” szczegółowych rozwiązań. Takim podejściem jest na przykład ocena ryzyka, która powinna być kierunkowskazem, jakie szczegółowe rozwiązania w konkretnej firmie, w konkretnym miejscu, przy konkretnej pracy są naprawdę potrzebne.

Mit nr 6:
Pracownikom potrzebna jest szczegółowa informacja o ryzyku zawodowym.

Zanim poddamy weryfikacji to stwierdzenie odpowiedzmy na pytanie: po co robimy ocenę ryzyka zawodowego i komu ona ma służyć?

Mamy kilka koncepcji:
- Organom kontroli i nadzoru, bo jest to wymóg prawny,
- Firmom doradczym, bo można na tym nieźle zarobić.
- Kierownictwu firmy, bo zapewnia to spokój w razie kontroli.
- Specjalistom ds. bhp, bo mogą wykazać się swoimi kompetencjami zawodowymi.
- Pracownikom, bo dowiedzą się o najważniejszych zagrożeniach związanych z wykonywaną przez nich pracą lub występujących w miejscu wykonywania pracy oraz o środkach ochrony zapewniających dopuszczalny, w danej firmie, poziom ryzyka.

Moim zdaniem ocena ryzyka wprowadzona dyrektywą ramową z 1989 roku4 w części poświęconej identyfikacji zagrożeń i ocenie ryzyka miała służyć przede wszystkim pracownikom, na co m.in. wskazują zapisy o udziale pracowników czy o eliminowaniu zagrożeń u źródła. Jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia to bardzo niepokojąco brzmią takie wypowiedzi/zdarzenia odzwierciedlające praktykę oceny ryzyka zawodowego:
- Ocena ryzyka zawodowego jest potrzebna w przypadku kontroli. Dodatkowo, zdaniem organów kontroli, musi być obszerna. Zdarza się, że zarzut jest mało merytoryczny: ocena ryzyka jest za krótka. Tak jakby krótka treściwa ocena ryzyka zawodowego nie była zgodna z prawem.
- Ocena ryzyka zawodowego powinna obejmować wszystkie substancje chemiczne, nawet jeśli jest ich kilkanaście tysięcy – bardzo dobre rozwiązanie, ale czy dla pracowników?
- Wymóg udziału pracowników w ocenie ryzyka sprowadza się bardzo często do „zapoznania” pracowników z oceną ryzyka zrobioną przez firmę zewnętrzną lub specjalistę bhp. Przypomina mi się przypadek z firmy, w której na moją prośbę o pokazanie oceny ryzyka zawodowego, przyniesiono dwa grube tomy (zakupione w firmie doradczej). Otworzyłem jeden z nich na chybił trafił i pokazała mi się strona z analizą zagrożenia wibracją, a na środku strony był bardzo duży i skomplikowany wzór, zaczynający się od dwóch całek. Zapytałem, czy pracownicy zostali zapoznani z oceną ryzyka i otrzymałem zapewnienie, że tak się stało. W odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zapoznano ich z zagrożeniem wibracją, zobaczyłem machnięcie ręką i usłyszałem: wiesz przecież dobrze, że to nie dla pracowników, ale na wypadek kontroli. Warto jeszcze tylko dodać, że wszyscy pracownicy podpisali się pod stwierdzeniem, że zostali zapoznani z oceną ryzyka zawodowego na swoich stanowiskach.

1 Z angielskiego LMRA, Last Minute Risk Analysis, wymóg normy SCC, która w żadnym kraju nie jest obowiązkowa (od redakcji: więcej o LMRA w nr 6/2012 „PpP”).
2 Z angielskiego JSA, Job Safety Analysis, lub TRA, Task Risk Analysis, lub po prostu method statement.
3 Modern Accident Investigation and Analysis, John Wiley & Sons: New York, 2007.
4 Dyrektywa 89/391 z dnia 12 czerwca 1989 r. w sprawie wprowadzenia środków w celu poprawy bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracowników w miejscu pracy.

W pierwszej części artykułu zostały przedstawione cztery wygłaszane dość często opinie o bhp, które nazwałem mitami: za poziom bhp w firmie odpowiadają służby bhp; za wypadki odpowiada człowiek, a nie system; badanie przyczyn wypadków ujawnia przyczyny podstawowe i systemowe; pracownik woli powiedzieć pełną prawdę o przyczynach i okolicznościach wypadku niż otrzymać świadczenia za wypadek przy pracy.

Jerzy Karczewski

Wdrugiej części artykułu prezentujemy pozostałe 2 mity.

Mit nr 5:
Przestrzeganie przepisów bhp jest wystarczające, aby zapewnić bezpieczne warunki pracy.

Tak nigdy nie było i nie będzie. To, co nazywamy dobrymi praktykami bhp bardzo rzadko wynika wprost z przepisów prawnych. Na przykład nie ma konkretnych przepisów obligujących do takich działań, jak:
- Audyty behawioralne,
- Analiza ryzyka w ostatniej minucie1,
- Procedura LOTO,
- Analiza bezpieczeństwa zadania2,
- Wdrożenie systemu zarządzania bhp (w zakładach wysokiego ryzyka).

Warto przypomnieć stwierdzenie Ted’a S. Ferry autora książki „Nowoczesne metody badania i analizy przyczyn wypadków”3, który analizował dawne podejście stosowane w USA, polegające na sprawdzeniu, czy złamane zostały jakieś przepisy. Jeśli tak, to mamy przyczynę, jeśli nie – to znaczy, że przepisy są niekompletne. Autor twierdzi, że takie podejście było nieefektywne i że można byłoby uniknąć wielu wypadków stosując bardziej skuteczne metody pozwalające na wykrywanie przyczyn podstawowych i systemowych.
W Polsce cierpimy raczej na nadmiar niż niedostatek przepisów bhp, ale czy ma to przełożenie na poziom bhp w zakładach pracy?
Z przepisami bhp mamy dwa problemy:
- Muszą być w miarę ogólne, aby można było je szeroko stosować, ale w konkretnych przypadkach są niewystarczające.
- Wprowadzenie nowego przepisu lub jego nowelizacja wymaga długiej drogi prawnej, a to oznacza, że de facto przepisy nigdy nie nadążają za życiem. Dlatego w wielu wypadkach zakłady pracy korzystają z doświadczeń innych wiodących organizacji, z dobrych praktyk, które być może w przyszłości staną się również wymaganiem prawnym.

Warto przypomnieć stwierdzenie Ted’a S. Ferry który analizował dawne podejście stosowane w USA, polegające na sprawdzeniu, czy złamane zostały jakieś przepisy. Jeśli tak, to mamy przyczynę, jeśli nie – to znaczy, że przepisy są niekompletne.

Nie chciałbym poruszać innego ważnego problemu. Nadmiar przepisów powoduje często, że są wzajemnie sprzeczne, czy – nawet przy najlepszej woli – są nie do spełnienia. Może, dlatego warto wzorować się na krajach, które uważają, że rolą przepisów bhp jest regulowanie jak ma działać system bhp, a niekoniecznie „podpowiadanie” szczegółowych rozwiązań. Takim podejściem jest na przykład ocena ryzyka, która powinna być kierunkowskazem, jakie szczegółowe rozwiązania w konkretnej firmie, w konkretnym miejscu, przy konkretnej pracy są naprawdę potrzebne.

Mit nr 6:
Pracownikom potrzebna jest szczegółowa informacja o ryzyku zawodowym.

Zanim poddamy weryfikacji to stwierdzenie odpowiedzmy na pytanie: po co robimy ocenę ryzyka zawodowego i komu ona ma służyć?

Mamy kilka koncepcji:
- Organom kontroli i nadzoru, bo jest to wymóg prawny,
- Firmom doradczym, bo można na tym nieźle zarobić.
- Kierownictwu firmy, bo zapewnia to spokój w razie kontroli.
- Specjalistom ds. bhp, bo mogą wykazać się swoimi kompetencjami zawodowymi.
- Pracownikom, bo dowiedzą się o najważniejszych zagrożeniach związanych z wykonywaną przez nich pracą lub występujących w miejscu wykonywania pracy oraz o środkach ochrony zapewniających dopuszczalny, w danej firmie, poziom ryzyka.

Moim zdaniem ocena ryzyka wprowadzona dyrektywą ramową z 1989 roku4 w części poświęconej identyfikacji zagrożeń i ocenie ryzyka miała służyć przede wszystkim pracownikom, na co m.in. wskazują zapisy o udziale pracowników czy o eliminowaniu zagrożeń u źródła. Jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia to bardzo niepokojąco brzmią takie wypowiedzi/zdarzenia odzwierciedlające praktykę oceny ryzyka zawodowego:
- Ocena ryzyka zawodowego jest potrzebna w przypadku kontroli. Dodatkowo, zdaniem organów kontroli, musi być obszerna. Zdarza się, że zarzut jest mało merytoryczny: ocena ryzyka jest za krótka. Tak jakby krótka treściwa ocena ryzyka zawodowego nie była zgodna z prawem.
- Ocena ryzyka zawodowego powinna obejmować wszystkie substancje chemiczne, nawet jeśli jest ich kilkanaście tysięcy – bardzo dobre rozwiązanie, ale czy dla pracowników?
- Wymóg udziału pracowników w ocenie ryzyka sprowadza się bardzo często do „zapoznania” pracowników z oceną ryzyka zrobioną przez firmę zewnętrzną lub specjalistę bhp. Przypomina mi się przypadek z firmy, w której na moją prośbę o pokazanie oceny ryzyka zawodowego, przyniesiono dwa grube tomy (zakupione w firmie doradczej). Otworzyłem jeden z nich na chybił trafił i pokazała mi się strona z analizą zagrożenia wibracją, a na środku strony był bardzo duży i skomplikowany wzór, zaczynający się od dwóch całek. Zapytałem, czy pracownicy zostali zapoznani z oceną ryzyka i otrzymałem zapewnienie, że tak się stało. W odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zapoznano ich z zagrożeniem wibracją, zobaczyłem machnięcie ręką i usłyszałem: wiesz przecież dobrze, że to nie dla pracowników, ale na wypadek kontroli. Warto jeszcze tylko dodać, że wszyscy pracownicy podpisali się pod stwierdzeniem, że zostali zapoznani z oceną ryzyka zawodowego na swoich stanowiskach.

1 Z angielskiego LMRA, Last Minute Risk Analysis, wymóg normy SCC, która w żadnym kraju nie jest obowiązkowa (od redakcji: więcej o LMRA w nr 6/2012 „PpP”).
2 Z angielskiego JSA, Job Safety Analysis, lub TRA, Task Risk Analysis, lub po prostu method statement.
3 Modern Accident Investigation and Analysis, John Wiley & Sons: New York, 2007.
4 Dyrektywa 89/391 z dnia 12 czerwca 1989 r. w sprawie wprowadzenia środków w celu poprawy bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracowników w miejscu pracy.

Mity 6 i 7

No właśnie, spytajmy jeszcze raz: po co i dla kogo przeprowadzamy ocenę ryzyka zawodowego? Moje zdanie już Państwo znacie – dla pracowników.
Kilka lat temu miałem przyjemność audytowania jednego z największych koncernów belgijskich. Ponieważ koncern prowadził duże inwestycje, rozmowa automatycznie zeszła na temat podwykonawców. Zapytałem, w jaki sposób podwykonawcy informowani są o zagrożeniach i ryzyku na terenie firmy. Pokazano mi jedną kartę, na której podane były zagrożenia i obowiązujące środki ochrony. Automatycznie zapytałem, dlaczego tak mało. I usłyszałem odpowiedź: „To są najważniejsze zagrożenia i najważniejsze środki ochrony, które muszą być bezwzględnie przestrzegane. Jeśli podamy wszystkie zagrożenia i wszystkie środki ochrony nikt tego nie zapamięta i nikt nie będzie wiedział, co jest naprawdę ważne”.

Reasumując: specjaliści razem z pracownikami dokonują identyfikacji zagrożeń i określają potrzebne środki ochrony. Wynikiem tej pracy jest przedstawienie w przystępny sposób zagrożeń i środków ochrony np. w postaci wizualnej oceny ryzyka stosowanej m.in. w firmie Dell Polska5 .

Ocena ryzyka, jeśli naprawdę ma służyć pracownikom musi być przedstawiona w sposób zwięzły i zrozumiały dla pracowników. Tylko wtedy pomoże w budowaniu kultury bezpieczeństwa i stworzeniu bezpiecznych warunków w miejscu pracy, zgodnie z założeniami dyrektywy ramowej.

Mit nr 7:
Zapoznanie pracownika z oceną ryzyka zawodowego to jedno z najważniejszych zadań dla kierownictwa.

W zasadzie kontynuacja mitu nr 6. Byłoby idealnie, aby wszyscy pracownicy (również firm obcych) byli ekspertami od identyfikacji zagrożeń, analizy i oceny ryzyka, metod szacowania ryzyka itd. Ale tak nie jest. Od tego są specjaliści ds. bhp i nawet kadra kierownicza może mieć z tym problem.
Co w takim razie należy przekazać pracownikom, aby swoją pracę mogli wykonywać w sposób bezpieczny?

Czy cały proces analizy od identyfikacji zagrożenia do sformułowania wniosków końcowych, biorąc pod uwagę, że niektóre analizy mogą wymagać wiedzy eksperckiej czy najważniejsze ustalenia końcowe, czyli wyjaśnienie, jakie środki ochrony, w jaki sposób i dlaczego są niezbędne, aby zapewnić dopuszczalny poziom ryzyka?

Wracając do przykładu z substancjami chemicznymi, punktem odniesienia mogą być karty charakterystyki. Na własne oczy widziałem firmy, które „zapoznają” pracowników z wszystkim kartami charakterystyki zbierając podpisy. Jeśli założymy, że karta charakterystyki ma kilkanaście stron, a liczba substancji przekracza 100, to mówimy o około 1 500 stronach. Zadam retoryczne pytanie: który z pracowników ma czas, aby się z tym zapoznać? I który z pracowników jest w stanie to wszystko zrozumieć i przyswoić? A co będzie, jeśli w firmie mamy około 1 000 substancji?

To wszystko wskazuje na poważny problem. Ponieważ nie można efektywnie zapoznać pracowników z tak udokumentowaną oceną ryzyka – zbieramy podpisy. W razie czego, można powiedzieć, że pracownik został zapoznany z oceną ryzyka i że się pod tym podpisał, a to, że nie był w stanie tego zrozumieć to już całkiem inna sprawa.

I tu właśnie leży pies pogrzebany. Zamiast sprawdzać podpisy powinniśmy sprawdzać poziom świadomości i wiedzy pracowników o najważniejszych zagrożeniach i środkach ochrony na ich stanowiskach pracy. Bo tylko to, może być rzetelnym miernikiem, czy wymóg zapoznania pracownika z oceną ryzyka zawodowego został spełniony czy nie.
Z mojego doświadczenia wynika, że najskuteczniejszym sposobem zapoznawania pracowników z oceną ryzyka zawodowego jest ich udział w zespołach dokonujących takiej oceny. W dużych organizacjach trudno wyobrazić sobie, aby wszyscy pracownicy byli członkami takich zespołów (dobrze jest, jeśli przynajmniej biorą w tym udział ich przedstawiciele), dlatego tym bardziej ważną sprawą jest przedstawienie wyników tej pracy w sposób prosty, treściwy i zrozumiały dla pracowników. Pamiętajmy również o tym, że ocena ryzyka powinna być okresowo weryfikowana, a na pewno zawsze w przypadku zmian na stanowiskach pracy, w metodach pracy, zmiany urządzenia czy substancji chemicznej itp. Jeśli powodują one zmiany w dotychczasowej ocenie ryzyka (np. inne potencjalne skutki, inne lub nowe środki ochrony) konieczne jest zapoznanie z nimi wszystkich zainteresowanych pracowników, zarówno bezpośrednio narażonych, jak i nadzór. Na zakończenie chciałbym zaapelować do wszystkich decydentów, ekspertów, specjalistów zajmujących się problematyką bhp: nie zapominajmy o osobach bezpośrednio narażonych, o skutecznych metodach komunikacji i promocji bhp. Osiągnięcie realnej poprawy bhp wymaga realnego usuwania lub poprawiania rozwiązań, które temu nie tylko, że nie służą, ale często wręcz przeszkadzają.

5 I Miejsce w konkursie „Dobre Praktyki” zorganizowanym przez portal KulturaBezpieczeństwa.pl, prezentacja na X Warsztatach EVISA, Mikorzyn 2012.

Jerzy Karczewski

okladka

Artykuł został opublikowany w miesięczniku Przyjaciel Przy Pracy 12/2012

W tym wydaniu m.in.:

- Pracusie z konieczności
- Ich przykład będzie mobilizować innych
- Najbardziej skuteczne są proste rozwiązania
- Doceniają i wykorzystują wiedzę pracowników
- Zagrożenia dla zdrowia wynikające z pracy w środowisku zimnym (cz. 2)

Zobacz pełny spis treści